The Blackout – Poznań, PL (12.11.2011) - Jedyny polski portal o muzyce post-hardcorowej | Post-HC.com
Opublikowano: 22/4/2012 | Autor: Anika | Czytaj dalej

5 kwietnia brytyjska grupa We Are The Ocean zagrała w Warszawie jako support kanadyjskiej grupy Silverstein. Tuż przed koncertem udało nam się chwilę porozmawiać [...]

The Blackout – Poznań, PL (12.11.2011)

14 Nov 11 Autor:

Data: 12.11.2011

Miejsce: Pod Minogą, Poznań, PL

Headliner: The Blackout

Support: We Are The Ocean, Heroes Get Remembered


Kiedy dowiedziałam się, że The Blackout postanawiają zagrać w Polsce, to od razu wiedziałam, że trzeba tam być. Mimo, że są headlinerem ich obecnej europejskiej trasy, to jeszcze bardziej ucieszył mnie support We Are The Ocean, na który czekałam już jakiś czas. Nie pozostało nic innego jak udać się 12 listopada do klubu “Pod Minogą” w stolicy Wielkopolski i nieco się zabawić.

Heroes Get Remembered na dobry początek koncertu

Poznański klub “Pod Minogą” po raz kolejny postarał się o to, bo zmylić moje poczucie czasu. Koncert, który planowo miał się zacząć o 20:00 rozpoczął się chwilę po 19. Na scenę weszli reprezentanci polskiej sceny muzycznej, a mianowicie Heroes Get Remembered. Udało mi się ich zobaczyć po raz drugi na tej scenie w odstępie jakiegoś roku, jednak oba występy diametralnie różniły się od siebie. Nie było już rozproszonych pięciu osób na krzyż na całej sali, a uformowało się pod sceną kilka rzędów. Wiadomo, że trudno się często wczuć na pierwszym supporcie, ale mimo wszystko znalazły się osoby, które próbowały okazać chłopakom nieco wsparcia. Podczas swojego 8-utworowego setu, zaprezentowali nie tylko utwory, które grają na swoich koncertach od jakegoś czasu, ale także dwe nowe piosenki. Myślę, że zespół zrobił dobre wrażenie na publiczności, bo trudno byłoby nie powiedzieć, że źle słuchało się ich występu. Szkoda tylko, że zabrakło coveru “Since You Been Gone”, przy którym za pierwszym razem tak dobrze się bawiłam.

Uwaga na scenę, wokalistę i… własne życie!

Po krótkiej przerwie technicznej na scenie pojawili się wyczekiwani przeze mnie brytyjczycy z We Are The Ocean. To, co stało się w tym momencie całkowicie przerosło moje oczekiwania. Tłum praktycznie oszalał. Już od pierwszej zagranej piosenki “Trouble Is Temporary, Time Is Tonic” wszyscy zaczęli skakać i śpiewać razem z wokalistami grupy. Taka atmosfera trwała przez kolejne osiem piosenek. Jak ktoś był w tym klubie już prędzej, to wie, że znajdująca się tam scena… nie sięga nawet do kolan. I tutaj pojawił się problem, bo w szale zabawy ludzie stojący w pierwszych rzędach często lądowali na scenie. Trzeba było uważać nie tylko na ludzi znajdujących się za mną, czy tych którzy byli obok, ale także na wokalistę, który w każdym momencie mógł upaść razem z tłumem. Zespołowi nie brakowało dobrej energii i dobrego kontaktu z publiką. W końcu nie często się zdarza, by wokalista wszedł w tłum i zorganizował mosh pit na środku sali, po którym sam po kilku sekundach znalazł się niemalże na podłodze pod sceną, więc trzeba było pilnować, by nie zrobił sobie krzywdy… koncert przecież musi trwać dalej! Na scenie nie mogło zabraknąć piosenek takich jak “Nothing Good Has Happened Yet”, czy “Confessions”, których większość znała teksty piosenek i śpiewała je razem z Liamem i Dan’em. Kiedy przeglądałam setlistę z ich koncertów w Wielkiej Brytanii nieco zasmucił mnie fakt, że nie grali tam “Lucky Ones”. Jednak chyba na własne życzenie, było dane zarówno mi jak i polskiej publiczności usłyszenie tej piosenki. Na końcu znalazło się “The Waiting Room”, jedna z lepszych piosenek na ich ostatniej płycie “Go Now & Live”. Mimo, że zgromadzoni pod sceną znali teksty granych piosenek, to Dan i tak nauczył chyba każdego kto był refrenu ostatniego refrenu. Teraz każdy mógł zaśpiewać: “Let go and then I lose control…”. Zrobili naprawdę dobre wrażeni. Nie tylko zrobili dobre show, ale także wokalnie i instrumentalnie brzmieli praktycznie tak, jak na studyjnych nagraniach. Niestety z piątką przemiłych muzyków trzeba było się pożegnać i poczekać na gwiazdę wieczoru.

Are you ok? Aww. She’s still okay! – czyli szaleńczej zabawy ciąg dalszy

Po dwóch supportach nadszedł czas na tych, na których wszyscy czekali tego wieczoru – The Blackout. Swój koncert rozpoczęli piosenką “This Is Our Time” z ich najnowszej płyty. Po raz kolejny polska publika pokazała na co nas stać. To co się działo przez cały koncert jest trudno opisać słowami. Niech żałują Ci, którzy tam nie byli. Ludzie kompletnie zatracali się w koncertowym szale, upadając na scenę i ciągnąc przy tym Sean’a. Wszelkie potyczki i upadki mogły wyglądać nieco strasznie, dlatego każdy biorący udział w koncercie zapewne nie zapomni troski The Blackout o swoich fanów. Często powtarzane słowa “Are you ok? Yes, she’s still okay!” trudno zapomnieć. Ja mogę tylko zapewnić, że koleżanka koncert przeżyła i ma się dobrze :). Tak wielu ludzi zgromadzonych na tak małej sali, ani na chwile nie gubiło swojej energii. Wraz z kolejnymi piosenkami było coraz bardziej czuć jak ugina się podłoga pod ciężarem skaczących. Nawet to, że wokaliści grupy uprzedzali nas, że w najgorszym przypadku możemy spaść na niższe piętro klubu, nie zrobiło na nikim jakiegoś wrażenia. Nie brakowało dobrej zabawy zarówno przy najnowszych jak i tych nieco starszych piosenkach. Nie mogło zabraknąć przecież piosenek takich jak “It’s High Time Baby”, “Save Our Selves”, “Children of the Night”, czy “I’m a Riot? You’re a Fucking Riot”. Praktycznie każdy (choć wiadomo, że wyjątki się zdarzają) “wypluwał swoje płuca” by móc nieco pośpiewać i wylewał z siebie siódme poty, by tylko przetrwać wszystkie 16 piosenek, które zaserwował nam tego wieczoru zespół. Na sam koniec tego niesamowitego dnia, The Blackout zagralili jeden z najnowszych singli – “Higher & Higher”.

Konert niestety dobiegł końca w niesamowicie szybkim tempie. Pozostały jedynie miłe wspomnienia i kilka siniaków ;). Zapewne najlepszy koncert, jaki został zorganizowany w tym klubie. Jeszcze nigdy nie widziałam tam tylu świetnie bawiących się ludzi. Także wszyscy występujący tam muzycy okazali się bardzo miłymi i ciepłymi osobami. Nie odmawiali pamiątkowychzdjęć, podpisów na płytach, ani krótkich rozmów, które było widać, że bardzo ich cieszyły. Wiadomo, że każde zespoły zapowiadają, że jeszcze tutaj powrócą. Mam nadzieję, że taka chwila jeszcze nadejdzie i będzie można przeżyć równie niesamowity koncert po raz kolejny, także z tymi, którzy nie zdołali dotrzeć na ten gig.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW:
avatar Nov 16, 2011
7:29 pm
#1 The_Best_Boy napisał/a,

Anika jak zawsze swietna recenzja :)
żałuje bardzo ze nie przyjachalem no ale choroba nie wybiera…

“Wiadomo, że każde zespoły zapowiadają, że jeszcze tutaj powrócą. Mam nadzieję, że taka chwila jeszcze nadejdzie i będzie można przeżyć równie niesamowity koncert po raz kolejny, także z tymi, którzy nie zdołali dotrzeć na ten gig”

to zdanie mi się bardzo podoba bo nastepnej ich wizyty nie odpuszcze ! ;D

avatar Nov 16, 2011
8:35 pm
#2 Anika napisał/a,

Czy jak zawszeto nie wiem, bo to jest moja pierwsza relacja jaką napisałam na tej stronie :) ale i tak cieszę się, że się podobało :)

avatar Dec 12, 2011
9:56 pm
#3 Franky napisał/a,

Najlepszy koncert w moim życiu, chciaż faktyczynie ledwo go przeżyłam to I’m still ok. Kocham TBO za to jak niesamowici byli tego dnia.. :D niech kurewsko żałują Ci których tam nie było

avatar Dec 16, 2011
11:10 pm
#4 Anna napisał/a,

koncert był przemega:D + o, jak miło, jestem na zdjęciu:P

Skomentuj

What is 9 + 3 ?
Please leave these two fields as-is:
Aby udowodnić, że nie jesteś botem, musisz rozwiązać proste zadanie. ;)