Rise Records European Tour 2011 - Jedyny polski portal o muzyce post-hardcorowej | Post-HC.com
Opublikowano: 22/4/2012 | Autor: Anika | Czytaj dalej

5 kwietnia brytyjska grupa We Are The Ocean zagrała w Warszawie jako support kanadyjskiej grupy Silverstein. Tuż przed koncertem udało nam się chwilę porozmawiać [...]

Rise Records European Tour 2011

2 Oct 11 Autor:

Data: 19.09.2011

Miejsce: The Underworld, Londyn, UK

Headliner: Memphis May Fire

Support: Collapse The Control, Dream on, Dreamer, The Color Morale


Dla każdego fana metalcore’u, czy post-hardcore’u rok 2011 jest naprawdę obfity w dobre trasy koncertowe. Można tutaj przytoczyć chociażby trasę Bring Me the Horizon, któremu towarzyszyły; Parkway Drive, The Architects i The Devil Wears Prada. Były też trasy Asking Alexandria z Of Mice & Men i While She Sleeps, czy trasa We Came As Romans z Miss May I, The Word Alive, oraz This or the Apocalypse. To tylko kilka z tegorocznych tras, a przecież do końca roku zostało jeszcze trochę czasu, więc czeka Nas ich jeszcze kilka. Tą najbliższą, a właściwie już trwającą jest Rise Records European Tour. Na początku tego roku, ta dobrze nam znana wytwórnia wpadła na pomysł zrobienia trasy koncertowej, gdzie line-up stanowić będą tylko ich podopieczni – i tak kilka miesięcy temu Memphis May Fire, Decoder, Ten After Two oraz That’s Outrageous! ruszyli w trasę po USA. Na całe szczęście Rise Records są świadomi tego, że także w Europie jest mnóstwo fanów zespołów należących do Rise, więc ogłoszono również europejską edycje tej trasy, z nieco innym line-upem. Memphis May Fire, The Color Morale i Dream, on Dreamer to skład ów trasy. Dla każdego z tych zespołów jest to pierwszy raz na starym kontynencie, więc można było liczyć, że podczas koncertów dadzą z siebie wszystko.

Czwartym przystankiem na tej trasie był Londyn, a jako, że uwielbiam wszystkie trzy zespoły, to nie mogło mnie tam nie być. Jakby tego było mało, to również wybór sali, na której miał odbyć się koncert ucieszył mnie niezmiernie – The Underworld to jedna z najbardziej klimatycznych sal koncertowych w Londynie, na której dosłownie zawsze jest kapitalna zabawa i z której zawsze wynoszę pozytywne wrażenia, oraz miłe wspomnienia.

No dobrze, koniec z informacjami pobocznymi, a czas na główny wątek. Około godziny 19:30 na scenie pojawił się pierwszy zespół i o dziwo nie był to zespół z Rise Records. Okazało się, że to młody, angielski zespół, który również został włączony do tej trasy. Dość dziwny ruch ze strony Rise, że dopuścili do swojej trasy zespół spoza ich rodziny, ale w gruncie rzeczy nikomu to nie przeszkadzało. Collapse The Control, bo taką nazwę nosi ten zespół, zagrał 5 utworów znanych w sumie tylko znajomym i rodzinom członków zespołu, oraz zareklamowali swoją nadchodzącą EP’kę. Mimo dość dużej obojętności publiki, chłopaki chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i momentami starali się aż za bardzo. Potencjału im odmówić nie mogę, niemniej jednak nie porwali ani mnie, ani reszty publiki. Dodam jeszcze, że wokaliści wypadli naprawdę dobrze, gitary i perkusja już tak dobre nie były, a klawisze mogły doprowadzić człowieka do szału. Tak, czy owak, jeżeli kiedyś natkniecie się na ich EP’kę, to dajcie im szansę i sami oceńcie.

Po tym niekoniecznie udanym występie przyszedł czas na Dream on, Dreamer. Australijczycy niedawno wydali swój debiutancki album i swoim występem z pewnością chcieli dobrze go zareklamować brytyjskiej publiczności. Swój występ rozpoczęli dokładnie tak samo jak płytę – najpierw intro “I”, a następnie jeden z moich osobistych faworytów jeżeli chodzi o płytę, czyli “Yourself As Someone Else”. Z każdą sekundą coraz więcej ludzi zaczynało się bawić, a ci, którym zespół był lepiej znany zebrali się pod sceną, by śpiewać wraz z Marcelem i Michaelem. Skoro jestem przy wokalistach, to muszę przyznać, że na żywo brzmią naprawdę dobrze, a Michael zrobił na mnie ogromne wrażenie, gdyż śpiewał swoje partię fenomenalnie, a na płycie niektóre z nich wydają się być naprawdę ciężkie do zaśpiewania. Instrumentalnie również bez zarzutów, gitary, perkusja i klawisze wspólnie tworzyły spójną całość i były miłe dla uszu. Co do setlisty, to znalazły się na niej takie utwory jak: “To the Lost”, “For What You Believe In”, “Downfall”, “Come Home True Love”, czy chociażby znane wszystkim tym, którzy poznali zespół trochę wcześniej “Ambitions”. Występ Australijczyków zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie, nie dość, że wykonali swoją pracę wzorowo, to na dodatek sami świetnie się bawili.

Następne w kolejce było The Color Morale, które ku mojemu zdziwieniu ma naprawdę sporo fanów w Anglii, tak więc przynajmniej o wsparcie publiki nie było co się martwić. Niestety czasami zdarza się tak, że problemy techniczne krzyżują plany zespołu i tak było tym razem. Problemy z perkusją okazały się być na tyle duże, że Amerykanie byli w stanie zagrać tylko 4 piosenki. Jak się jednak okazało, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i panowie z The Color Morale postanowili działać według zasady, iż nie liczy się ilość, a jakość. Tak więc te 4 piosenki zagrali z taką energią, że nikt nie mógł wyjść z tego cało. Mosh pit jaki utworzył się podczas ich występu obejmował co najmniej 85% sali, ludzie latali, padali półprzytomni, zdzierali gardła, polała się też krew, czyli było zabawnie. Na koniec zespół jeszcze raz przeprosił za problemy techniczne, podziękował publice za to, co działo się podczas tych 4 piosenek, oraz zapowiedział powrót w przyszłym roku.

Po występach trzech supportów, w końcu nadszedł czas na główny akt tego wieczoru – Memphis May Fire. Pochodzący z Dallas zespół miał odwiedzić Wyspy Brytyjskie już rok wcześniej, jednak trasa została anulowana, więc wszyscy zebrani na sali liczyli na to, że MMF odpłaci to długie czekanie na ich pierwszy raz w Londynie. Wejście na scenę 80% zespołu wywołało oczywiście burzę braw, oraz radosne okrzyki publiczności. Wtedy rozpoczęło się iście genialne i ciężkie intro, które natychmiast wprawiło ludzi w ruch. Wtedy na scenie pojawił się frontman zespołu – Matty Mullins, który przywitał się szybko ze wszystkimi i wtedy zaczęło się na dobre. Najpierw pierwszy singiel promujący “The Hollow”, czyli “The Sinner”. Utwór znany każdemu, kto tego dnia był w The Underworld, więc 500 gardeł śpiewało wraz z Mattym. Mimo, że Memphis May Fire nie są jeszcze tak znaną marką jak Asking Alexandria, czy We Came As Romans, to ich sceniczny profesjonalizm od razu rzuca się w oczy. Cała piątka doskonale wie jak rozruszać publikę, a energię i moc ich występu trzeba przeżyć na własnej skórze. Setlista ułożona na tę trasę jest po prostu świetna, zaraz po “The Sinner” zagrane zostały “Be Careful What You Wish For” i “The Victim”, czyli szybkie i energiczne kawałki, przy których nie bawić się to grzech. Setlistę skompletowały “The Unfaithful”, “Ghost In The Mirror”, “The Deceived”, “Deuces Las Cruces” oraz “Action/Adventure”. Przy każdym z utworów publika śpiewała, skakała, lub uprawiała, że tak powiem “hard moshing”. Było widać i czuć, że Londyn czekał na Memphis May Fire i doczekał się genialnego występu. Instrumenty brzmiały na tyle dobrze, że nie mam się o co ich przyczepić. No i jeszcze słów kilka o wokaliście; Matty Mullins to cholernie utalentowany wokalista. Zarówno krzyki jak i śpiew na żywo stoją na bardzo wysokim poziomie i nie różnią się dużo od tego, co słychać na płycie, a wszyscy dobrze wiemy, że nie o każdym wokaliście można to powiedzieć. Jednym, drobnym minusikiem była mimo wszystko krótka setlista, chciałoby się dodać do niej chociaż 2 dodatkowe utwory, niemniej jednak te zagrane były wykonane w iście mistrzowskim stylu. Każdy kto czekał na ich koncert wie, że było warto i wie, że warto jest czekać na ich powrót. Im szybciej, tym lepiej.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW:
avatar Oct 5, 2011
6:09 pm
#1 Anika napisał/a,

Ja bym chciała przeżyć ten mosh, na którym bawi się większość zebranych :D Z resztą nie powiem, ale Memphis to chciałabym zobaczyć na żywo :D

avatar Oct 23, 2011
7:49 pm
#2 Randhil napisał/a,

Heck yeah this is eacxlty what I needed.

avatar Oct 24, 2011
10:31 am
#3 lwkxtyp napisał/a,

ZyZmvc eciawaiuxynl

Skomentuj

What is 9 + 12 ?
Please leave these two fields as-is:
Aby udowodnić, że nie jesteś botem, musisz rozwiązać proste zadanie. ;)