Blessthefall – Berlin, DE (03.10.2011) - Jedyny polski portal o muzyce post-hardcorowej | Post-HC.com
Opublikowano: 22/4/2012 | Autor: Anika | Czytaj dalej

5 kwietnia brytyjska grupa We Are The Ocean zagrała w Warszawie jako support kanadyjskiej grupy Silverstein. Tuż przed koncertem udało nam się chwilę porozmawiać [...]

Blessthefall – Berlin, DE (03.10.2011)

7 Oct 11 Autor:

Data: 03.10.2011

Miejsce: Magnet Club, Berlin, DE

Headliner: Blessthefall

Support: Pierce The Veil, Motionless in White


Blessthefall, Pierce The Veil, Motionless in White – Magnet Club, Berlin, DE (03.10.2011)

3-ego października równo po roku od poprzedniego koncertu do Berlina zawitał po raz kolejny amerykański zespół Blessthefall, tym razem jednak już jako nie support a główna gwiazda wieczoru. Zacznę jednak od wzmianki na temat tego zeszło rocznego koncertu kiedy to pierwszy raz miałam okazję zobaczyć zespół na żywo, wtedy zrobili na mnie piorunujące wrażenie… Ich set był świetnie ulożony, dobrze dobrane piosenki w równie dobrym wykonaniu, gdzie jedynie do wykonania i słyszalności wokali można by było się przyczepić (szczególnie osoby znajdujące się blisko sceny miały owy problem, na tyłach sali nie było tego problemu i zdaję sobię z tego sprawę) – takie zestawienie tworzyło więc nadzieję na kolejny show o wysokim poziomie. I tutaj pojawia się moje pierwsze błędne założenie, a więc omijając pozostałe założenia (do czasu) przenieśmy się do relacji właściwej gdzie wszystko mam nadzieje zostanie wam wyjaśnione.


Pierwszym supportem tego dnia byli Motionless in White – zespół jako jedyny tutaj nie znany mi jeszcze w wykonaniach na żywo, stąd też moja ciekawość że tak powiem sięgała zenitu (i granic głupoty :D). O czasie pojawiłam się więc na sali by przekonać się co panowie chcą zaprezentować Berlińskiej publiczności. I dobrze zrobiłam, co prawda panowie nie byli zbyt ruchliwy ( pozdrowiam z mojej strony największego lenia wieczoru – pana klawiszowca! ) wykluczając wokalistę i basistę reszta składu nie pokazała tego co przyszło mi wcześniej zobaczyć na filmikach z koncertów – trudno przyjmuję założenie że oni też mają prawo mieć gorszy dzień :) Jeśli chodzi o ludzi znajdujących się na sali to jedno z wielu moich błędnych założeń – przynajmniej w połowie bo mniej więcej tyle sali podłapało rytm już pierwszego kawałka “Immaculate Misconception” i bawiło się w najlepsze, ta druga część to panie nie zachwycone mocniejszym graniem i mrocznym wyglądem, które tak mi się zdaje przybyły na koncert jedynie po to by tam stać i robić za ozdobę, prosze wybaczyć ale to nie tędy droga… Oczywiście największego poruszenia można było spodziewać się dopiero przy singlowych piosenkach z najnowszej płyty i tutaj było to założenie całkowicie słuszne, “Abigail” na które oczekiwało chyba najwięcej osób zostało pozostawione na sam koniec setu (niestety dość krótkiego) i było jego doskonałym zwieńczeniem. Reasumując nie zawiodłam się na MiW bynajmniej brakło mi wśród 5-ciu zagranych piosenek “London in Terror”, mam nadzieje że jeszcze kiedyś dane mi będzie usłyszeć i tą piosenkę na żywo.


Gdy nadchodził czas na kolejny support – Pierce The Veil na sali można było zobaczyć właściwie same panie, czy kogoś to właściwie dziwi ? :D I tutaj pojawia się następne założenie które zostało obalone, bowiem przed koncertem obstawiałam, że będzie on wyglądał tak jak ten w lutym kiedy to PTV zaprezentowali się przed A Day To Remember – i chociaż na początku przy pobrzmiewaniu intra w postaci “Black &Yellow” (szczerze nie znosze orginału więc zdecydowanie stare intro było lepsze) nie dało się odczuć specjalnej rekacji na dźwięk tak już przy “Besitos” wszystko uległo diametralnej zmianie, a więc moje zaskoczenie, że tym razem w tłumie porusza się więcej osób niż 4-ry – ogrome. Jednak cieszy mnie fakt że zespół nie spotkał się z tak chłodnym przyjęciem jak wcześniej. Set co prawda krótki i urozmiacony głównie o single i przeróbke “Like a G6″ nie uległ zbyt wielkim zmianą od razu poprzedniego (niestety), tak więc za najlepszy utwór w ich wykonaniu wciąż przyjmuję “Yeah Boy and Doll Face” i “Sky Under The Sea” chodź zapewne nie wszyscy się z tym zgodzą :) Chciałabym też wspomnieć że zespół zdecydowanie bardziej popisał się energią sceniczną w porownaniu do poprzedników, jednak ogółem oba koncerty mogę postawić na tym samym poziomie.


Po stosunkowo krótkiej przerwie i przy rozgrzanej już sali na scenie pojawili się headlinerzy – Blessthefall, rozpoczynając set od “Awakening” i “Promised Ones”. I tutaj wyjaśnie w końcu na czym polegało moje błędne założenie o którym pisałam na wstępie, spodziewałam się show na poziomie tego w zeszłym roku niestety ku mojemu rozczarowaniu wszystko wypadło znacznie gorzej. I niech wybaczą mi ci którzy twierdzą innaczej, w moim odczuciu setlista była źle ułożona, przez co na koniec koncertu miało się wrażenie, że to zaledwie połowa (a tutaj ci schodzą ze sceny…) do tego nowe utwory na żywo nie wypadają specjalnie atrakcyjnie dla słuchacza chodź może jest to wciąż kwestia przyzywczajenia do nowego albumu, nie potrafię tego stwierdzić na stan obecny. Starsze utwory z “Witness” wypadły średnio, nie najlepiej ale napewno nie kateogrycznie źle co można w sumie uznać na plus. Za to “Rise Up” jako jedna z dwóch piosenek z “His Last Walk”, które zostały zagrane tego wieczoru została wokalnie zniszczona, co jak to zwykle bywa nie przeszkadzało tłumowi bawić się przy niej w najlepsze – ba chyba akurat przy tym utowrze panowała na sali najlepsza atmosfera, ew. konkurować o ten tytuł może jeszcze “To Hell and Back” i zagrane na bis “What’s Left of Me”. Jeśli chodzi o ruch na scenie czy też kontakt z publicznością nie mogę im zarzucić niczego, stąd też w ogólnej ocenie powinno pojawić się pojęcie “średnio”, wszystkie plusy i minusy ich występu prowadzą do wyrównania stron ;)

Podsumowując na koniec tak skrótowo dodam, że w moim odczuciu to supporty pokazały się z lepszej strony ni mniej ni jednak Blessthefall również dali show którego do najgorszych zaliczyć mimo wszystko nie mogę i mam nadzieję, że jeśli przyjdzie mi zobaczyć ich jeszcze raz będzie już tylko lepiej. ;)

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW:
avatar Oct 21, 2011
5:13 pm
#1 Paulina napisał/a,

Miałam identyczne odczucie wobec koncertu Blessthefall, chociaż był to mój pierwszy koncert tego zespołu na którym byłam, uważam, że chłopaki i tak wypadli dość średnio, chociaż muszę tutaj zachować się niefajnie jako fanka zespołu, którego uwielbiam ponad wszystko- btf, to uważam, że Pierce The Veil wypadło znacznie lepiej.

Skomentuj

What is 12 + 3 ?
Please leave these two fields as-is:
Aby udowodnić, że nie jesteś botem, musisz rozwiązać proste zadanie. ;)